„Najistotniejsze to zabrać głos” – wywiad z Bartkiem Jarmolińskim

„Malarstwo jest najistotniejszym medium, w jakim pracuję. Ale jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie, czy malarstwo mogłoby zapewnić mi wszystko czego potrzebuję, to muszę powiedzieć, że nie”.

Wywiad z Bartkiem Jarmolińskim, którego prace są już dostępne na Ownetic, przeprowadziła Ewa Pasternak-Kapera.

Ewa: Dużo uwagi poświęcasz kondycji współczesnego człowieka. Poszukujesz nowych definicji, poddajesz w wątpliwość kulturowe wzorce, wskazujesz problemy, dopytujesz o wartości. Na jakim komunikacie, płynącym z Twojej twórczości, zależy Ci najmocniej?

Bartek: Myślę, że wszystkie te prace, które w przeciągu ostatnich lat zrobiłem nie mają na celu dawania jednoznacznych odpowiedzi. Mają natomiast na celu stawianie pytań i pokazywanie tego, że nie ma i nie powinno być jednoznacznych definicji. Są ludzie, którzy poświęcają swój czas na rozwój i przemyślenia. Kim się jest? Czego się chce od świata? Co można z siebie dać? Jakie są nasze relacje z innymi? I tak dalej. Są ludzie, którzy tych refleksji nie mają, dla których odniesienia kulturowe są tak precyzyjne i oczywiste, że oni się tego trzymają, jakby w ogóle nie potrzebując niczego innego. Ja akurat poświęciłem zdecydowanie najwięcej miejsca na analizę mojej płci. Główne przesłanie jest więc przeciw jednoznacznemu, stereotypowemu określaniu – w nawiązaniu do kulturowych, od wieków panujących ram – tego czym jest „męskość”. Czy „męskość” jest właściwie takim stałym czynnikiem psychofizycznym, który powinien się powtarzać u wszystkich osobników płci męskiej? To jest przede wszystkim stawianie pytań. Taka jest moja rola.

„Avatar”. Bartek Jarmoliński

Kategoria męskości to jest główny temat Twoich rozważań?

Tak, i to jest temat bardzo trudny. Myślę, że kategorie do określania w naszej kulturze męskości są dosyć precyzyjne i dosyć rygorystyczne. Podobnie jak w przypadku określania kobiecości, tego co kobieta powinna. Tak samo można to przenieść na grunt męski. Istnieje to przekonanie o “prawdziwości” mężczyzny, o tym co powinien zrobić taki „prawdziwy mężczyzna”. Ten temat działa na mnie jednak bardzo silnie i za każdym razem jak słyszę określenie “prawdziwy mężczyzna” to pierwsze co, to przysłowiowo otwiera mi się nóż w kieszeni i mam ochotę zapytać: co to w ogóle znaczy? I w tym kontekście to co działa na mnie najmocniej to jest też oczywiście sprawa wolności wyboru kobiet. Nie mówimy tu tylko o kobietach, ale o łamaniu podstawowych praw człowieka. Uczestniczyłem w czarnych marszach w Łodzi bo uważam, że to jest rzecz niedopuszczalna. Moim zdaniem dotyczy w większości kobiet, cielesności kobiet, ich wolności wyboru, ale w znacznej mierze również świadomości męskiej. Trudno mi jest zrozumieć męskie bycie obojętnym, nieposiadanie własnego zdania. W dyskusjach nieraz zdarzało mi się słyszeć właściwie duży dystans i obojętność wobec tej sprawy, stwierdzenia, że to nie jest istotne. Nie rozumiem tego rozumowania. Cały czas więc pokazuję w sposób wydaje mi się groteskowy, zabarwiony dozą humoru naturę mojej płci, w której jest miejsce na potrzebę dominacji, gier o podłożu seksualnym, na potrzebę posiadania tej tak zwanej ważniejszej roli w wymiarze społecznym i na tchórzostwo…

A często posługujesz się autoportretem… Jaką funkcję spełnia w Twojej twórczości? Czy budujesz w ten sposób wypowiedź bardzo osobistą czy traktującą o uniwersalnym mężczyźnie?

W przypadku wielu prac, w których wykorzystywałem własne ciało i własną twarz, głównym aspektem jest pewien uniwersalizm, nie tyle moje sprawy osobiste. Wszystko wynika oczywiście z moich obserwacji, z moich doświadczeń, ale to co chce zawrzeć wykorzystując własną twarz w moim odczuciu jest dosyć uniwersalne, zwłaszcza wtedy, kiedy mówię o mojej płci, o mężczyznach, o męskiej naturze. Nie mówię głównie o sobie, choć o sobie w jakimś stopniu na pewno też, ale wtedy generalnie przyświeca mi idea pokazania mężczyzny w pewnym spektrum tego, co jest tylko między mężczyznami. Takie tajniki mojej płci, to co jest dla nas typowe. A ogólnie, posługuję się własną twarzą najczęściej z dwóch powodów. Po pierwsze, mam prawo do wykorzystywania jej, dysponowania nią w taki w sposób, jaki uznam za słuszne i stosowne, nie ingerując w cudze życie. Za to biorę w stu procentach odpowiedzialność. Po drugie, dopóki mam do siebie dystans, ale też i pewną potrzebę ekshibicjonizmu dopóty będę wykorzystywać własne ciało i twarz do zrealizowania wielu prac w moim obszarze wypowiedzi. Czy często? Jestem być może częściej kojarzony z takimi właśnie pracami.

Twoje prace poruszają tematy, które mogą budzić kontrowersje – czy powinny?

Istotna jest warstwa treściowa, która ma zdecydowanie krytyczny charakter. Czasami stawiam pytania dosyć niewygodne, dosyć prowokacyjne, ale najgorsza byłaby obojętność. Myślę, że Natalia LL, która bez mała 50 lat temu pokazała swoje zdjęcie z kultowego cyklu „Sztuka konsumpcyjna” z kobietą liżącą banana zrobiła to w bardzo dobrym czasie, w świetnym kontekście. To był czas dyskursu, tego międzynarodowego, natomiast w naszej polskiej sytuacji te fale przyszły z bardzo dużym opóźnieniem. Dobrze, że w ogóle.

„St. James D – Patron of Drivers”. Bartek Jarmoliński

Chętnie korzystasz z mediów społecznościowych. Jaką spełniają rolę w budowaniu Twojego wizerunku?

Tak myślisz? Może. Oczywiście publikowanie swoich prac, czy swoich zdjęć jest świadome. Mam oczywiście świadomość tego jak szeroko to jest upubliczniane… Hm, właściwie mogę już to powiedzieć: wszystkie swoje zdjęcia, mniej lub bardziej pikantne, które wstawiam ostatnio na Instagrama, wstawiam dlatego, że będzie z tego cały projekt.

Tak myślałam, że to wygląda już na jakiś plan…

(śmiech) To prawda. Nie mogę już zaprzeczyć.

Bardzo ciekawią mnie Twoje plany! Zdradzisz coś?

Kolejny plan dotyczy obrazu męskości o zdecydowanie bardziej erotycznym charakterze. Te zdjęcia, które są na Instagramie posłużą mi do zrealizowania jednego małego projektu. Dla mnie istotnego. A cały ten zestaw jest mi potrzebny do podsumowania, które będzie jedną pracą malarsko-graficzną, która pokaże pewien kolejny stereotyp, który funkcjonuje naprawdę w odniesieniu do mężczyzn.

Działasz pomiędzy mediami – malarskim, fotograficznym, wideo, performance. Jesteś postrzegany jednak przede wszystkim jako malarz, ale czy ta „etykieta” jest Ci najbliższa?

Chyba nie mam na to większego wpływu, ale rzeczywiście malarstwo jest najistotniejszym medium, w jakim pracuję. Ale jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie, czy malarstwo mogłoby zapewnić mi wszystko czego potrzebuję, to muszę powiedzieć, że nie. Najistotniejsze to zabrać głos w danym dyskursie. Medium jest tylko kolejnym świadomym wyborem.

„Coating”. Bartek Jarmoliński

A Twój proces budowania znaczenia w obrazie? Tworzysz kolaże, ale czy kierujesz się w swojej pracy intuicją lub po prostu przypadkiem?

Na to nie ma recepty. Są różne drogi dojścia do efektu finalnego. Myślę, że efekt finalny tego co robimy i tego jak to nazwiemy – bo musimy umieć to nazwać – musi być satysfakcjonujący zanim to upublicznimy. To jest tak naprawdę bardzo osobiste. Plan bardzo precyzyjny i wykorzystanie intuicji nie są zupełnie rozbieżne. W twórczości jest w dużej mierze miejsce na intuicję, nierozerwalną z jakimkolwiek procesem myślowym. Kolaże, myślę, że w znacznej mierze są efektem przypadku. Tylko ten przypadek później, w efekcie końcowym jest bardzo kontrolowany. Ale oczywiście jest tam dużo miejsca na przypadek.

A tytuły prac powstają w fazie konceptualizacji serii czy już w trakcie pracy nad poszczególnymi obrazami?

Pracuję seriami. To są najczęściej serie składające się z kilku do kilkunastu prac. W przypadku kolaży te serie mają zdecydowanie większą ilość prac. Z reguły tytuł jest nierozerwalnie związany z koncepcją i to się pojawia gdzieś na początku, a później jest tylko dobór środków. Raczej w tym względzie nie ma miejsca na to, żebym doszedł do wniosku, że jakąś pracę zatytułuje inaczej w efekcie finalnym, już po skończeniu. Bo jednak w przypadku moich prac tytuły rzeczywiście są kluczowe. Czyli są taką moją wskazówką. Jeżeli ktoś chce nawiązać jakikolwiek dyskurs z moimi pracami, moimi intencjami i potrzebami wyrażenia tych czy innych problemów.

Promocję swojej twórczości i sprzedaż prac prowadzisz sam? Czy może uważasz, że powinna zajmować się tym w imieniu artysty wybrana galeria lub instytucja?

To jest bardzo trudny temat. Sytuacja polskiego rynku jest taka, że możemy mówić raczej o handlowaniu niż o sprzedaży. To dwie różne kwestie. Ja się w tym odnajduję, nie ukrywam, z dużym problemem. Reprezentuje mnie galeria i tych galerii, które naprawdę sprzedają prace jest tylko kilka. Miejsca dla artystów, którzy mogą zaistnieć na forum międzynarodowym jest bardzo niewiele. Ilość ludzi, którzy chcą zaistnieć w sztuce dzisiaj jest olbrzymia. Mam wrażenie, że dzisiaj większość ludzi nazywa siebie w różnorakich aspektach twórcami i to sprawia, że jest więcej twórców niż odbiorców. Trzeba mieć dosyć mocną siłę wypowiedzi i dosyć mocną osobowość, żeby zaistnieć.

Twoje artystyczne wypowiedzi są mocno ironiczne. W Twoich pracach dominują odwołania do popkultury, poddajesz ją takiej ironicznej interpretacji właśnie…

Nie muszę oglądać telewizji bo niestety, czy mi się to podoba czy nie, na bardzo wiele tematów i twarzy po prostu trafiam. Póki istnieją plotkarskie gazety i portale typu „Pudelek”, postać jest produktem. I naprawdę źle reaguję na słowo „celebryta”. Nie chciałbym być karmiony tą papką. Mnie nie interesują takie skandale. Myślę, że nie warto poświęcać uwagi na takie, związane z nimi niusy przy istotnych sprawach, czyli tym co dzieje się ostatnio w Polsce. Jeśli sięgam po tematy dotyczące popkultury i konsumpcji zajmuję się postaciami nie tyle ze środowiska polskiego, ale ze świata. Tak jak w przypadku mojego cyklu „świętych”, który pokazuje, że każdy jest produktem, pseudowartością produkującą pieniądze. Teraz mi się przypomniał cykl sprzed wielu lat – cykl Poli Dwurnik „Portret pieniądza”. Dosyć dobrze odwzorowane banknoty, przeskalowane, pokazane w zdecydowanie wielkiej skali. Portret pieniądza to praca, w której myślę, że znaczna część społeczeństwa może się przejrzeć.

Bartek Jarmoliński. Zdjęcie zamieszczone dzięki uprzejmości artysty.

BARTEK JARMOLIŃSKI (ur. 1975, Łódź) – absolwent Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Uznawany za jednego z najintensywniej rozwijających się współczesnych artystów łódzkich. Zajmuje się malarstwem, fotografią, rysunkiem, wideo i performance. Czerpie z pop-artu i hiperrealizmu. Jest autorem kilkudziesięciu wystaw indywidualnych m.in. w Warszawie, Łodzi i Berlinie. Brał udział w ponad 100 wystawach zbiorowych w kraju i za granicą.